czwartek, 10 lipca 2014

Życie napoczęte i dusza...refleksja

Na początek, wszystkim polecam obejrzenie filmu z kanału Racjonalista.tv na YT


W filmie pada bardzo fajna kwestia dotycząca pytania, kiedy w zarodku pojawia się rzekoma dusza?

Radykalna teza mówi o tym, że życie jest uświęcone obecnością duszy od momentu poczęcia. I za profesorem Dołowym, mam wątpliwości.

Bo jeśli tak jest, to są pewne problemy w przypadku, gdy wierzymy, że dusza człowieka jest darem od Boga.

Otóż, jeśli w momencie zapłodnienia dochodzi do „cudownego” pojawienia się duszy, to w przypadku zapłodnienia in vitro człowiek zmusza Boga do podjęcia takiego czynu. Nie zastanawiajmy się teraz nad tym czy to jest poprawne czy nie, tylko skupmy na ujęciu faktycznym. Zapłodnienie in vitro jest faktem. Faktem jest też to, że człowiek pochodzący z takiego zapłodnienia nie różni się niczym od człowieka poczętego w sposób naturalny. Zatem jeśli każdy ma duszę, to Bóg daje się zmanipulować w przypadku zapłodnień in vitro. Wyjścia są dwa – albo Bóg nie jest wszechwiedzący i jak tylko wykryje, że plemnik wszedł w jajeczko to wysyła duszę, bo nie wie jak doszło do tego zapłodnienia; albo sposób zapłodnienia nie ma znaczenia i Bóg aprobuje metodę in vitro. Jest jeszcze trzecia opcja – ludzie z in vitro nie mają duszy. A może dusza to zwykła bajeczka?

Profesor mówi jeszcze o jednej sytuacji. Mianowicie podziale zapłodnionego zarodka. Co w takim przypadku robi Bóg? Bo możemy już zapłodniony zarodek rozdzielić i w ten sposób uzyskać dwa zalążki człowieka. W naturze takie zjawisko nosi miano poliembrionii i w wyniku tego zjawiska powstają identyczne klony osobników. Najczęstsze jest to zjawisko u pancerników gdzie poliembrionia może prowadzić do spontanicznego klonowania i w wyniku tego powstaje nawet od 7 do 12 identycznych genetycznie osobników. U człowieka przykładem ograniczonej poliembrionii jest występowanie bliźniąt jednojajowych.

Wiemy jednak, że taki proces można wywołać sztucznie. Co wtedy zrobi Bóg? Wkłada w każdy zapłodniony zarodek osobną duszę? Mamy ten sam dylemat, co w przypadku pojedynczego przypadku z in vitro.

A co w przypadku śmierci i pochłonięcia niedoszłego bliźniaka? Badacze szacują, że jedna na osiem ciąż w początkowym stadium ma bliźniacze zarodki, jednak tylko jedna na osiemdziesiąt kończy się porodem pary bliźniąt. Zarodek taki umiera i jest wchłaniany przez organizm matki. Co wtedy się dzieje z duszą? Czy Bóg daje duszę takiemu zarodkowi wiedząc, że i tak umrze? Czy nie wie, że umrze? A może poczęcie to nie jest jednak dobry moment, żeby wtłaczać duszę w zarodek?


Więc jeśli twierdzimy, że Bóg nie akceptuje metody in vitro i jest wszechwiedzący, to nie powinniśmy stać na stanowisku, że dusza zostaje nadana człowiekowi w momencie poczęcia. Bo prowadzi to albo do dyskryminacji ludzi poczętych w ten sposób (nie mają duszy) albo kłóci się z którymś z dogmatów o Bogu.


Kiedy zatem w człowieku pojawia się dusza? Moglibyśmy przyjąć hipotezę, że dusza „wstępuje” w człowieka w momencie, gdy jego fizjologia na to pozwala. Czyli jak zaczyna działać mózg i układ nerwowy, to zostaje do niego zesłana dusza i od tego momentu jesteśmy stworzeniami bożymi. Tylko, że wtedy upadają wszystkie argumenty przeciwko aborcji do 12 tygodnia ciąży. Bo to właśnie w 12 tygodniu zaczyna działać układ nerwowy płodu. Musimy jednak od razu zmierzyć się z problemem w sytuacji, gdy układ nerwowy przestaje funkcjonować prawidłowo. Co wtedy? Czy człowiek, którego układ nerwowy przestaje działać ma duszę? Jaki sens ma, zatem podtrzymywanie go przy życiu? Czy nie powinniśmy dopuścić w takiej sytuacji do eutanazji?

Każdy powinien sobie na te pytania odpowiedzieć sam. Póki, co badamy i próbujemy zrozumieć procesy zachodzące w naszych mózgach i naprawdę wielu rzeczy jeszcze nie wiemy o źródłach naszej świadomości.

Jestem jednak zwolennikiem odrzucenia kartezjańskiego dualizmu duszy i ciała. Nie odrzucam duchowości, bo nie uważam, że do przeżywania wewnętrznego potrzebny jest mi dualizm, wiara w Boga czy rytuały religijne.

Wystarczy zdać sobie sprawę z własnej miałkości wobec zdumiewającego świata i wszechświata i zacząć doceniać to, co mamy, zamiast żyć tym, co nam obiecują różni żądni władzy kacykowie i kapłani.


Amen J