piątek, 29 listopada 2013

BLOG Q&A: Wiara

Wojtek zapytał: "Czy wiara człowieka jest jego siłą czy słabością?"

Bardzo ciekawe i ważne pytanie.

Żeby podejść do sprawy konkretnie, bez lania wody, muszę dokonać pewnego pojęciowego rozbicia.

Pojęcie wiary jest bardzo szerokie i na potrzeby odpowiedzi na postawione pytanie rozwalę je na dwóch poziomach.

Mamy wiarę w coś, co jest poza nami, czynnik zewnętrzny, który wpływa na nasze życie. nieważne czy nazwiecie to bogiem, karmą czy losem. Chodzi o to, że wierzymy w coś, co jest od nas niezależne.

Drugim rodzajem wiary jest wiara wewnętrzna. W tym ujęciu wierzymy w swoje możliwości, talenty i umiejętności.

Czyli mamy dwie wiary. Nazwę je wiarą fatalistyczną i wiarą wewnętrzną.

Wiara fatalistyczna

Jeżeli wierzymy, że coś zewnętrznego, niezależnego od naszej woli i czynów ma wpływ i determinuje nasze życie, to według mnie jest to szkodliwe podejście. Dlaczego?
Jeśli dopuścimy do siebie wiarę w to, że nie mamy wpływu na nasze życie i że wszystko jest ustalone, to zapadamy w pewną specyficzną, mentalną i osobistą 'nieruchawość'. Przy takim podejściu nasze czyny i zachowania nie determinują naszego losu i przeznaczenia, to przeznaczenie determinuje nasze czyny. Równie dobrze możemy nic nie robić i czekać na ziszczenie sie "planu".
Wiara taka wychodzi z założenia, że niezależnie od tego co zrobimy i tak zdarzy się to, co jest nam pisane. Niektóre kulty religijne, wykorzystując ten model wiary, narzucają pewne zachowania, które mogą wpłynąć na nasz los. Jednak nawet takie postawienie sprawy nie daje nam wolności, a jedynie stawia nas na drodze między dwoma zakładanymi i nieodwracalnymi skutkami naszego postępowania. Nie mozemy zatem kształtować naszego losu, tylko podążyć jedną ze wskazanych przez niezależny od nas czynnik, dróg.
W moim odczuciu taka wiara jest samobójczym ograniczeniem wolności, tłumieniem rozwoju osobowości i zrzeczeniem się wolnej woli na rzecz nieokreślonego i co może ważniejsze - nieznanego czynnika.
Podatność człowieka na ten typ konformizmu, bo uważam, że taki typ wiary jest pójściem na łatwiznę, jest wykorzystywany przez wszelkie sekty, kościoły, kulty, ale także przez radykalne organizacje polityczne czy ruchy totalitarne. Wszyscy słyszeliśmy o wierze w role przewodnią narodu czy wiarę w partię. To jest właśnie ten szkodliwy mechanizm.

Wiara wewnętrzna

Wiara w samego siebie, w swoje możliwości jest ważnym i pożytecznym mechanizmem. Jeżeli chcemy czegoś się nauczyć, posiąść jakąś umiejętność, to przeważnie musimy zacząć od uwierzenia, że jesteśmy w stanie to zrobić. Od tego się przeważnie zaczyna. Rozsądek następnie robi rachunek zasobów, które będą nam potrzebne do osiągnięcia tego celu i własną wolą kierujemy alokacją tych zasobów, żeby ruszyć z miejsca.
Taka wiara wewnętrzna jest dobra jeśli służy inicjowaniu działania. 
Może być zabójcza jeśli zastępuje działanie.
Więc jej użyteczność jest dość dyskusyjna. Jeśli nas motywuje to jest siłą człowieka; jeśli natomiast wiarą zastępujemy działanie, to niewiele rożni się od wiary fatalistycznej i może być postrzegana jako słabość.
Wiara wewnętrzna ma nieco inny wymiar w chwilowych i doraźnych wyborach. Często wiara w to, że mamy w sobie odwagę do podejścia do pięknej dziewczyny i rozpoczęcia z nią rozmowy, uruchamia tę odwagę i powoduje, że to robimy. Ale tak jak poprzednio - jest to dobre gdy nas uruchamia do działania...gdy mówisz sobie, że wierzysz w to, że ta dziewczyna do Ciebie sama podejdzie, zagada i poderwie - to przeszedłeś z wiary wewnętrznej do fatalistycznej i już przegrałeś jej względy.


Podsumowując.
Wiara, która nas uruchamia jest dobra, wiara, która jest oczekiwaniem, jest szkodliwa.

Tylko czy potrzebujemy wiary, żeby ruszyć dupę i coś zrobić? 
Chyba nie. 
Wystarczy wola na zrobienie czegoś i po prostu tego zrobienie. Czy się uda czy nie, nie zależy od tego czy w to wierzymy czy nie, tylko od tego ile pracy (w ujęciu jakościowym i ilościowym) w to włożymy.

Ja czasem startuje od wiary, ale nie determinuję podjętych działań na wierze tylko na chęci do zrobienia czegoś. Czasem podejmuje ryzyko, czyli postępuję bez wiary w powodzenie...a chyba to najbardziej wzbogaca nasze życie.

Nic nie smakuje tak dobrze jak wygrana wbrew przeciwnościom...wiara tutaj by tylko przeszkadzała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz