poniedziałek, 27 stycznia 2014

Złodzieje czasu

Zgodnie z zapowiedzią dziś napiszę o moich złodziejach czasu. Ulegam im teraz rzadziej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Muszę się przyznać, że główną przyczyną mojej mobilizacji wobec tych morderców był w pierwszej linii ten blog. Moje podejście do tematu i pasja jaką poświęcam na codzienne pisanie...ale czasem jeszcze gdzieś z flanki mnie atakują. Każdy wie, że im lepiej znasz wroga, tym większe masz szanse na jego pokonanie.
Nie twierdzę, że to co mnie wciąga i zabija mój czas jest szkodliwe. Po prostu czasem mam taką myśl, ze zamiast pochłaniać treści mógłbym je wytwarzać..niestety czasu brak...
I właśnie pod tym względem, kieszonkowej kradzieży czasu na tworzenie treści, będę rozpatrywał zagrożenie jakie stwarzają. Oczywiscie z przymrużeniem oka...

Złodziej numer 1: Filmy

Jako, że zaczynam od najmniej agresywnych, to muszę zacząć od filmów. Mam tak, że przez jakiś czas nie oglądam nic. Po czym rzucam się na torrenty, ściągam wszystko co wpadnie mi pod rękę i potrafię spędzić nawet cały dzień na oglądaniu.
Filmy są dla wielu jedyna formą kontaktu z kulturą. Dla mnie są rozrywką. Czasem uczę się czegoś nowego lub czerpię z nich inspirację. Natomiast nie podchodzę roszczeniowo do kina i dlatego czasem zawieszę się na cały dzień na slasherach albo kinie exploited (wyzwanie dla Was, sami poszukajcie o co chodzi), które niewiele wnoszą do mojego rozwoju, ale są doskonałą odskocznią od rzeczywistości.
Biorąc pod uwagę jednak to, że takie maratony są dość rzadkie, filmy startują z pozycji pierwszej czyli najmniej groźnej.

Zabójca numer 2: Książki

Oczywiście, że zabierają mnóstwo czasu, a w większości nie są warte spędzonego z nimi czasu. Książek czytam mnóstwo i często okazuje się, że to zmarnowany czas. Raz na kilka miesięcy zdarza się książka, która zwala mnie z nóg, rozwala mi system i powoduje, że moje neurony zaczynają reorganizację.
Między innymi dlatego, że często czuje się rozczarowany książkami, postanowiłem zacząć pisać swoją...ale o tym innym razem. Pewnie nie skończę jej szybko, ale na pewno mi się będzie podobać :)



Zabójca numer 3: Gry (single player)

Tak, gram. Czasem nawet sporo. Ale mam tak, że gra musi być dla mnie rozrywką, nie stresem. Dlatego jeśli sięgam po grę, która mnie zaciekawiła swoją fabułą lub czymkolwiek innym, to oszukuję. Wpisuje kody na nieśmiertelność, używam trainerów (małe programy, które zmieniają parametry gry, robią Cię nieśmiertelnym itd.). Dla mnie gra w trybie jednoosobowym to interaktywny film. Nie wyzwanie czy powód do stresu. Dlatego przeważnie w jedną grę gram kilkanaście godzin, przechodzę ją całą i więcej do niej nie wracam. Chyba, że była wybitna, to wtedy ją po jakimś czasie sobie odświeżam.
Jestem fanem gier RPG, ale ostatnio sporo napierdalam z karabinu albo mieczem w rożnych zręcznościówkach i strzelaninach. Ostatnia to gra z uniwersum Marvela "Deadpool". Ubawiłem się po uszy, a przejście jako bóg całej gry zajęło mi około sześciu godzin. Taki trochę dłuższy film :)
Oczywiscie większość gier "pożyczam", mam kilka tytułów, które kupiłem i w nich raczej nie oszukuję...chociaż nie, kłamię. Zawsze za pierwszym razem oszukuję jak głupi, żeby poznać tajniki gry, mechanikę i tajemnicę fabuły. Jeżeli przy następnej sesji nadal mnie pociąga, to traktuję ją wtedy inaczej...

Zabójca numer 4: Seriale

To jest jeden z groźniejszych przeciwników. W szczytowym momencie miałem codziennie premierę jednego z seriali plus kilka, które już się skończyły oglądałem ciurkiem. Do kilku tytułów wracam też jak opętany i oglądam pasjami po 10-20 odcinków na raz.
Teraz oglądam trzy-cztery nowe serie, domykam zakończone "Breaking Bad", od momentu do momentu luknę na "Z Archiwum X" i "Dragon Ball".
Seriale są gorsze od filmów, bo mają krótsze odcinki, które domykają częściowo fabułę i jeśli masz następny odcinek to po prostu go oglądasz...i nawet nie wiesz kiedy z pilota (pierwszy odcinek, pierwszego sezonu, zwykle odcinek pilotażowy), późnym wieczorem okazuje się, że skończyłeś 13 lub 14 odcinek i chcesz oglądać dalej. W takiej sytuacji najgorsze co może być, to nie mieć dalszych odcinków...reagujesz trochę jak ćpun, który po kilku dniach ciągu nagle się orientuje, że nie ma towaru. Panika. Dlatego to, co oglądam na bieżąco, to oglądam raz w tygodniu. Jeśli chcę coś obejrzeć ciurkiem, to czekam na koniec...przynajmniej sezonu...a wtedy dzień, albo cały weekend z głowy :)


Ultra zabójca: gry on-line

Mówię Wam, unikajcie jak ognia. Ja mam na kompie zainstalowanych kilka tytułów i jak odpalę którykolwiek, to wkrętka natychmiastowa i godziny spieprzają nawet nie wiem kiedy.
Aktualnie gram w kila tytułów MMORPG (Massive Multiplayer Online RPG):

DC Universe Online
Star Wars - The Old Republic
AION
Dragons Prophet
Neverwinter
Star Trek Online

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że są za free! Tylko, żeby konkurować z płacącymi graczami premium, trzeba ostro spinać pośladki i grać, grać, grać.
Dobrze, że nie kręcą mnie strzelanki on-line, bo pewnie chuja bym napisał...

***

Chłonę jak widać ze wszystkich źródeł i znam swoich przeciwników. Czasem z premedytacją im ulegam i daję się ponieść. Wiem jednak, że uciekając do któregokolwiek ze sztucznych światów nie pozbędę się zobowiązań, jakie na siebie przyjąłem. Jednym z nich jest ten blog. No i oczywiście moi czytelnicy. Jakby nikt tego nie czytał, to pewnie i tak bym pisał, ale nie z taką radością. A widzę, że zaglądacie, czasem nieśmiało komentujecie. Cały czas mam nadzieję na więcej :)

Jutro wrócę do tematu stosunków damsko-męskich, bo mam nowe refleksje. Tymczasem, siadam do kolejnego odcinka jednego z seriali...a co!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz