niedziela, 11 maja 2014

Hipokryzja rodziców, cynizm kościoła i śmierć dziecka...


Źródło: http://bit.ly/SPIakj
Ja się zastanawiam, dlaczego nikt głośno nie mówi o takich sprawach w kontekście religijnym.

Bo przecież Marysia nie powiesiła się bo miała depresję, czy dlatego, że ktoś ją skrzywdził. Ona powiesiła się, bo ktoś jej nawkładał do głowy głupot o tym, że jej tata jest w niebie i że jak ona umrze to sie z nim spotka.

O czym powyższy artykuł nie wspomina, to list jaki dziewczynka zostawiła. Brzmiał on tak:

"Droga Mamo. Nie bądź smutna. Ja tylko bardzo tęsknię za tatą. Chcę go znowu zobaczyć."

źródło

Ale pomińmy w tym momencie fakt, że fakt.pl czy wp.pl mają w dupie dziennikarską rzetelność, bo to nie nowość...

Ta historia pokazuje bardzo dobitnie jedną rzecz.
Indoktrynacja dzieci przez dogmaty religijne jest bardzo groźna i szkodliwa.

Rodzice tłumaczą dzieciom, że postaci i sytuacje w kreskówkach, telewizji czy bajkach nie są prawdziwe, są fantazją. Robią to, w obawie o zdrowie i bezpieczeństwo swoich dzieci. Jednak pozwalają, czy wręcz przymuszają swoje dzieci do wchłaniania bajek i groźnych pseudo-prawd o podłożu religijnym. Dlaczego? Bo w tych bajkach występuje Bóg, a opowiada o tym kapłan?
Jest w tym jakaś straszna hipokryzja rodziców. Całe morze niekonsekwencji.

Nie obwiniam tylko rodziców, bo winę ponosi też kościół i jego mechanizmy propagandy i indoktrynacji od najmłodszych lat. Jednak to, że rodzice pozwalają na to, żeby ich dziecko było karmione taką wiedzą nie jest zbyt odpowiedzialnym stanowiskiem w procesie wychowywania i kształtowania własnego dziecka.

Bo jeśli się zastanowimy i jakikolwiek dogmat religijny zostałby Ci przedstawiony, po raz pierwszy, gdybyś miał 20-30 lat, to zapewne nigdy byś w niego nie uwierzył i takiemu apologecie, po prostu byś powiedział, żeby spieprzał ze swoimi pamfletami i cudami na kiju.

Dziecko tego nie może i nie potrafi tego zrobić z wielu powodów. Jednym z tych powodów jest fakt, że jego rodzice chcą, żeby akurat w tę wersję głupot wierzyło, mimo, że sami mają to głęboko w dupie, a często sami w to nie wierzą. I jeśli dzieje się taka tragedia, to obwiniam, subiektywnie, rodziców na równi z kościołem.

Wiem, że ten artykuł ma już trochę czasu, ale nie mogłem obok niego przejść obojętnie.

Prześlijcie ten artykuł do swoich znajomych, którzy nie widzą niczego złego w nauczaniu religii dzieci. Niech spojrzą na to z perspektywy tego, że cała ich praca przy tłumaczeniu dzieciom różnicy pomiędzy rzeczywistością a fikcją jest kompromitowana przez nauczanie religii. I może prowadzić do tragedii...

Religii czasem nie rozumieją dorośli ludzie, nie pozwalajmy aby dzieci były nią indoktrynowane, bo to jest psychiczne molestowanie, krzywdzenie i wykrzywianie podanych umysłów.

I najważniejsze - niech każdy, kto chociaż trochę racjonalnie myśli odpowie na jedno pytanie:

Co dziecko, realnie zyskuje w kontakcie z rzeczywistością poprzez religię?

Bo ja nie widzę żadnych pozytywów. Ale jak ktoś widzi, to chętnie o tym podyskutuję...