sobota, 19 lipca 2014

Ateizm i LGBT

Mam w zanadrzu dwa tematy (racjonalizm i religijni ludzie nauki), jednak zdecydowałem, że dziś napiszę o czymś nieco innym.

Na jednej z grup na FB padło pytanie odnośnie poparcia ateistów dla ruchu LGBT. I chcę się odnieść do tego tematu.

Podstawy homofobii


Homoseksualizm jest zjawiskiem powszechnym w naturze. Zachowania homoseksualne zostały odnotowane u ponad 1500 gatunków, a w ponad pięciuset są dobrze udokumentowane.

Jeśli spojrzymy na naszego bliskiego krewniaka, szympansa bonobo, to badania wskazują, że szympansy te są biseksualne. Blisko 75% wszystkich seksualnych zachowań, to zachowania z osobnikami tej samej płci.

Pingwiny łączą się w pary homoseksualne na całe życie i nawet są zdolne wychować małego pingwina, z tą sama troską i zaangażowaniem jak pary płci przeciwnej (eksperyment z ZOO w Central Parku, Nowy Jork w 2004 roku).

Skąd, zatem, w ludziach, gdzie populacja homoseksualistów nie przekracza 10%, taka wrogość wobec tego typu zachowań seksualnych? Czy naprawdę mamy podstawy, by wysuwać hipotezy o tym, że jedna dziesiąta populacji decyduje o jej przyroście naturalnym?

Przyczyn jest, co najmniej kilka, ale chyba najważniejszą i podstawową z nich jest religia.

Wszystkie religie Abrahamowe (judaizm, chrześcijaństwo, islam) piętnują homoseksualizm, jako niezgodny z prawem boskim. Bo tak mówią ich święte księgi. Postaram się wytłumaczyć jak ja widzę przyczynę takiej postawy religijnej.

Religie są w znakomitej większości przekazywane wertykalnie, czyli kolejnym pokoleniom w danej rodzinie. Przejmujemy wierzenia od swoich rodziców, a oni przejęli je od swoich. Zarządcy religijni doskonale zdawali sobie z tego sprawę, że najłatwiej wpoić dogmaty małym dzieciom i tylko podsycać je w trakcie życia. Dodatkowo, gdy przy takiej indoktrynacji udział, oprócz kapłanów biorą rodzice, to siła przekazu rośnie proporcjonalnie. Dlatego dla wszystkich przywódców sekt i kultów, rozmnażanie się wewnątrz wspólnoty było jednym z priorytetów. Zatem pojawiający się w ramach grup społecznych homoseksualiści nie spełniali prawidłowo wyznaczonych ról w oczach kasty kapłańskiej. Nie było to kapłanom na rękę. Dodatkowo – homoseksualiści, jako, że nie posiadali potomstwa, nie musieli przeznaczać znacznej części swoich zasobów na utrzymanie i wychowanie dzieci, więc z reguły powodziło im się nieco lepiej. Żyli na nieco wyższym standardzie osobistym. I to kłuło w oczy i portfele…

Więc kapłani wymyślili, że skoro homoseksualiści nie partycypują w krzewieniu wiary poprzez rozmnażanie – muszą zostać ukazani, jako nienaturalni i postępujący wbrew boskiemu planowaniu.

Druga stroną medalu była seksualność. Nie boję się wypowiedzieć tezy o tym, że homoseksualiści byli zawsze forpocztą wyzwolenia seksualnego. Dwa osobniki tej samej płci nie mogą się rozmnażać, wiec ich wzajemne zachowania seksualne zawsze są motywowane czystą przyjemnością. To oznacza, że seks i rozmnażanie nie jest nierozerwalnie złączone związkiem przyczynowo skutkowym. Kapłani musieli temu zaradzić i się temu sprzeciwić, bo znali siłę seksu, jako czynnika motywującego ludzi. Stąd obok zakazu kontaktów homoseksualnych musiała się pojawić klauzula o zakazie czerpania przyjemności z aktu rozmnażania. A ucieleśnieniem tej przyjemności byli właśnie homoseksualiści.

W ten sposób zbudowane odrzucenie homoseksualistów, jako niemiłych Bogu, jest fundamentem dzisiejszej homofobii. Pod drodze pojawiły się obalone dawno hipotezy o tym, że homoseksualizm jest chorobą, albo jest kwestią wyboru. Środowiska chrześcijańskie wyrządziły przez te głupoty wiele krzywdy mniejszościom seksualnym. Dziś się za to kajają i przepraszają, ale niestety wśród ludzi te kłamstwa nadal są powszechne.
Jest jeszcze jedna rzecz, na którą chce zwrócić uwagę. Zupełnie subiektywnie. 

Jestem pewny swojej seksualności. Nie kręcą mnie mężczyźni, jarają mnie kobiety. Koniec kropka.  Nie ma problemu z towarzystwem ludzi o orientacji homoseksualnej, bo – po pierwsze – nie wierzę mity o przenoszeniu się homoseksualizmu, jako wirusa poglądów lub choroby; po drugie – mam jasność względem swojej własnej seksualności. Według mnie homofobia wynikać może z właśnie tych kwestii –wiary w kłamstwa odnośnie przyczyn homoseksualizmu, albo braku pewności względem swojej własnej seksualności. Jak mawia Joe Rogan „Największymi homofobami są Ci faceci, którzy potajemnie boją się, że penis może im smakować”. J

Współczesna homofobia


Dziś coraz bardziej zbliżamy się do akceptacji homoseksualizmu, ale niestety nadal występują środowiska, które nie chcą dostrzec dwóch podstawowych kwestii.

  1. Akceptacja homoseksualizmu nie niesie żadnego zagrożenia dla tradycyjnego modelu rodziny i związku kobiety i mężczyzny. Homoseksualista nie rozbija małżeństw, nie kradnie dzieci ani nie gwałci innych, żeby ich „nawrócić”. Wszyscy, którzy gadają takie bzdury są po prostu ignorantami.
  2. Obecność homoseksualistów czy akceptacja związków partnerskich/małżeńskich nie ma żadnego przełożenia na przyrost naturalny w danej społeczności. Homoseksualiści, niezależnie od tego czy są akceptowani, czy też nie – po prostu się nie rozmnażają! Owszem, czasem chcą adoptować dzieci i je wychowywać. Ale jak już pisałem wcześniej – seksualność rodziców nie ma żadnego wpływu na orientację seksualną dzieci. I o zgrozo – te dzieci są w znakomitej większości porzucone przez, lub zabrane, dysfunkcyjnym parom heteroseksualnym! Dlatego jakiekolwiek badania pokazujące brak negatywnych skutków wychowywania dzieci przez pary homoseksualne są traktowane jako ataki na tradycję i globalne spiski lobby homoseksualnego…

I zwróćmy uwagę, jakie środowiska są najbardziej homofobiczne. Kto najbardziej krzyczy o atakowaniu tradycji przez homoseksualistów? Środowiska związane z kultami religijnymi! Ludzie atakujący środowiska LGBT są mniej lub bardziej uwikłane w religijną retorykę. Zapewne, dlatego, że na potępienie homoseksualizmu nie ma po prostu racjonalnych argumentów. Po prostu nie ma.






Ateizm i akceptacja LGBT


Jeśli przyjmiemy, że ateista odrzuca wiarę w Boga, to nie możemy jednocześnie utrzymywać, że będzie szanował lub akceptował związane z tą wiarą dogmaty. Czyli odrzuca też historyjki o homoseksualistach zapisane w świętych księgach. To pierwszy punkt styku, który jeszcze nie oznacza akceptacji, ale jest dobrym punktem wyjścia.

Bo ateista nie ma żadnych zobowiązań wobec przyjętego światopoglądu. ŻADNYCH. Nikt nie mówi, że ateista musi akceptować homoseksualizm. Może odrzucać homoseksualizm ze względów estetycznych, osobistych albo ideologicznych. Jednak nie powinien akceptować argumentów religijnych, bo wtedy zaprzecza swojemu ateizmowi, akceptując rzekome słowa Boga, jako prawdę.

Ateista nie musi być też tolerancyjny. Jak pisałem jakiś czas temu, ateista nie ma żadnych zobowiązań ideologicznych czy filozoficznych poza odrzuceniem wiary w Boga. Dlatego może być przeciwny legalizacji związków homoseksualnych czy oponować prawu do adopcji dzieci przez takie pary.


Dlaczego jednak spora część ateistów akceptuje homoseksualistów i popiera ich dążenia do równego traktowania? Ponieważ ateiści powinni być ludźmi myślącymi, rozważającymi argumenty i opowiadającymi się po stronie faktów, nie bajek, mitologii czy pseudo-nauki. Bo ateista powinien rozumieć, że jeśli akceptuje uciskanie jakiejkolwiek mniejszości, to jak pokazuje historia, czerwona linia opresji lubi się przesuwać dość szybko, gdy zostaje powszechnie zaakceptowana. Niezależnie od jej podstaw. I to nie jest kwestia sympatii, własnej orientacji czy przyjętej ideologii. To jest kwestia zrozumienia, na czym polega osobista wolność i że jeśli akceptujemy fakt, że ktoś zostaje jej pozbawiony tylko, dlatego, że jest inny, to przekreślamy wszystko co pozwala nam być sobą…także w kwestii braku wiary.