środa, 16 lipca 2014

Rocznicowo i na ostro (jeśli wierzysz w Boga, to nie czytaj…to nie dla Ciebie)

Dziś mija 45 lat od startu misji Apollo 11, która zakończyła się lądowaniem na Księżycu. I mogą sobie teoretycy spiskowi jęczeć na temat łopotania flagi, braku gwiazd czy „literze C” na kamieniu ze zdjęć z lądowania. Oni tak mają i zawsze wezmą najbardziej niewiarygodne wytłumaczenie, jako fakt i dopiszą sobie sami historyjkę.

Lądowanie na księżycu było wielkim osiągnięciem i tak naprawdę tryumfem czystej nauki. Bo pomimo politycznych motywacji tej wyprawy, to jedynym i ostatecznym zwycięzcą okazała się nauka.

Znalazłem na YT film, wiadomość, jaką z tej okazji przekazali stacjonujący na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej astronauci. Obejrzyjcie ten film i przejdę do kolejnych rozważań.


Dalsza część wpisu będzie dotyczyła, oczywiście, naszych drogich przyjaciół oczadziałych świętymi kadzidłami. Zwłaszcza tych, którzy próbują wycierać sobie opryskane mszalnym winem i opłatkiem twarze nauką lub jej parodiami. Poruszałem ten temat już kilkukrotnie. Piszę o tym także w moim cyklu i wpisach na temat kreacjonizmu.

Dziś Chciałem jednak napisać o kilku ogólnych kwestiach, które mnie drażnią w postawie religijnych apologetów względem nauki.

Podstawowym zarzutem względem tych oszołomów jest zdanie następujące – Skoro kwestionujesz metodologię naukową i jej osiągnięcia, to jesteś pieprzonym hipokrytą używając osiągnięć tej właśnie nauki w życiu codziennym!

Przyjeżdżasz do domu samochodem lub autobusem – w 100% zbudowanych dzięki nauce.
Włączasz komputer – 100% nauki, plus wymyślony przez geja (Turing).
Chwilę czekasz na odpalenie się Windowsa – 100% nauki i Gates ateista.
Wchodzisz na Google albo FB – 100% nauki plus Zuckerberg jest ateistą, a google wspiera środowiska LGBT.

I robisz to wszystko po to, żeby napisać do mnie i do milionów innych ludzi, że nauka jest chujowa, naukowcy to debile i wszystko byłoby piękniejsze gdyby ludzie wierzyli w wszechpotężnego Boga, koniecznie tego samego, co Ty i przyjęli prymat mitów dotyczących Twojego Boga, jako jedynej i absolutnej prawdy?
Twoim miejscem jest plac przed świątynią, nie Internet, skoro chcesz żeby ktokolwiek traktował Cię poważnie, a nie jak hipokrytę, którym jesteś.


Bo ta sama nauka, która stworzyła lek na Twój ból głowy (i dupy), pomaga wyleczyć Twoją grypę i pozwala Twojemu psu, chomikowi, kotu czy co tam jeszcze hodujesz, przeżyć dłużej niż kilka wiosen – ta sama nauka stoi u podstaw ewolucji i genetyki.
Ta sama nauka, która steruje Twoim GPSem, pozwala na szybkie łącze internetowe i oglądanie mszy w TV – pokazuje jak powstał wszechświat i jakie zachodzą w nim procesy. Gdyby na satelicie GPS na jedną tylko dobę wyłączyć regulację zegara, która uwzględnia teorię względności Einsteina, odczyt Twojego położenia wywaliłby Cię o 11 kilometrów od rzeczywistej lokalizacji. To dzięki temu w Twoim telefonie możesz zobaczyć jak dojedziesz i czy zdążysz...gdziekolwiek podążasz.
Ta sama nauka, która pozwala zdiagnozować zaburzenia pracy mózgu, odkryć krwiaki, guzy i wylewy – dziś pokazuje, że nie jesteśmy „mieszkańcami” naszych ciał. Jesteśmy swoimi ciałami.
Ta sama nauka, która pokazuje, które ideologie, prądy polityczne, tradycje i elementy historii są lub były korzystne dla rozwoju cywilizacyjnego, a do których należy podchodzić ostrożnie lub wręcz ich zakazać – tej samej nauce nie powalacie zerknąć na to, w co wierzycie zasłaniając się obrazą uczuć religijnych i nietykalnością dogmatów.

I ja dziś, z okazji 45 rocznicy startu misji Apollo 11, mówię do Was – pierdolcie się!

Jak chcecie to mieszkajcie w ziemiankach, kopulujcie po krzakach i wierzcie w dziadka z długa brodą, który pierdzeniem powoduje pływy oceanów – mam to gdzieś. Ale nie atakujcie nauki przy pomocy jej zdobyczy, bo jesteście najgorszą formą pasożyta i zakłamanego hipokryty. I nie próbujcie nikomu wmawiać, że Wasze mity, historyjki i moralnie wątpliwe opowieści są zajebiste. Bo nie są! I tylko dzięki temu, że od nich się odwróciliśmy – jesteśmy tu gdzie jesteśmy! I nade wszystko – nie mówcie sceptykowi, agnostykowi czy ateiście, że ich życie nie ma sensu i z jesteśmy zgorzkniali, bo nie znamy „prawdy”.


Problem leży w tym, że my potrafimy postawić się w Waszej pozycji i widzimy jej wady i zalety – czy Wy potraficie postawić się w naszej pozycji – nie wiary w Boga i bajki?

Bo większość z nas wie o Waszej religii więcej niż Wy sami. Nie tylko, dlatego, że wroga trzeba bardzo dobrze znać. Głównie, dlatego, że jeśli Wy nas o coś zapytacie, albo strzelicie w nas ze swojej sikawki z etykietką Biblia, Koran lub inna „święta” księga, to my ją otwieramy i czytamy. Wy nie musicie – i tak na wszystko macie już gotowa odpowiedź – Bóg, boski plan, albo inna bzdura bez żadnego poparcia w rzeczywistości.

Zapytacie, dlaczego tak agresywnie się na ten temat wypowiadam? Dlaczego Was atakuję? Dlaczego nie pozostawię Was Wam i nie pójdę w swoją stronę?

Jeśli to czytacie i wierzycie w Boga, to przeczytajcie jeszcze raz tytuł wpisu i jeśli nie przegrzeją się Wam mózgi, to pomyślcie, dlaczego.

Włazicie ze swoimi buciorami wszędzie! W seksualność, obyczaje, w NAUKĘ, edukację. I jak ktoś Wam mówi – sorki, ale nie życzymy sobie tutaj misjonarzy, ewangelików i apologetów religijnych – to wrzeszczycie, że Was prześladują, obrażają i ograniczają wolność. Czy przez te egoistyczne i napchane religijnymi trocinami mózgi nie przeszła Wam myśl, że ktoś może sobie nie życzyć Waszej albo żadnej religii? Że wolność dotyczy wszystkich i oznacza swobodę KRYTYKI każdej koncepcji!
Dlatego ostrzegam – jeśli chcecie wchodzić w dyskusje na temat nauki, niezależnie w jakiej dziedzinie, to się o niej czegoś dowiedzcie.

Jak ktoś w kontekście ewolucji zacznie mi wyjeżdżać z Biblią, zamiast przeciwstawić jednym badaniom naukowym inne - będę reagował ostro i stanowczo.

Jak ktoś w rozmowie na temat powstawania wszechświata, zacznie teoriom naukowym Hawkinga, Kraussa czy innych, przeciwstawiać jakiekolwiek mity i opowiastki z epoki brązu, to usłyszy z mojej strony jedynie śmiech. Na więcej nie zasługuje.

Ja uwielbiam się uczyć nowych rzeczy. Nie boję się też przyznać, że czegoś nie wiem, poprosić o chwilę czasu na zapoznanie się z tematem. O „świętych” księgach wiem jedno, a przeczytałem ich sporo – nie są źródłem wiedzy! Są bajkami. I to w przeważającej większości nawet nie mają dobrych morałów ani przesłań.

Więc jeśli chcesz rozmawiać o religii, wierze i mitach – porozmawiamy o tym.
Jeśli chcesz rozmawiać o nauce – nie mieszaj do tego Boga czy innych aniołków i diabełków.
Jeśli chcesz rozmawiać o koncepcjach, ideach – przygotuj się na krytykę, bo żadna z koncepcja nie jest wolna od krytyki, tylko dlatego, że Ty w nią bardzo mocno wierzysz.



To tyle…życzę wszystkim miłego wieczoru J