poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Absoluty dnia codziennego

Poniedziałek zacznę z grubej rury J

Przeprowadziłem dziś w pracy krótką dyskusję z koleżanką i zastanawiałem się nad poruszonym podczas niej tematem jadąc do domu. Chodzi o to, czy są rzeczy absolutnie i obiektywnie dobre i złe. Zarówno na poziomie makro jak i mikro. No i czy możemy zdefiniować granice między tymi wartościami, którą da się uniwersalnie zastosować w całym społeczeństwie.

Zacznę od poziomu szerokiego….

Makro-zło

Zastanówmy się przez chwilę czy istnieje coś, co powszechnie jest uznane, jako obiektywnie złe? Na pewno już macie kilka pomysłów. Zabijanie, krzywdzenie dzieci czy inne czyny, które powodują trwałą lub czasową krzywdę innych ludzi. I moglibyśmy na tym poprzestać mówiąc, że to są rzeczy na sto procent złe i nie ma, co dyskutować. Tylko, że to nie do końca jest prawda. Już to tłumaczę.

Otóż, jeśli możemy, w jakiejkolwiek sytuacji powyższy czyn można uznać za usprawiedliwiony, to zbija to każdy argument obiektywizmu. Jeśli możesz zabić kogoś, kto naraża Twoje zdrowie lub życie, to pozbawienie kogoś życia nie jest jednoznacznie złym czynem. Boi jakiekolwiek odstępstwo od założonego obiektywizmu obdziera pojęcie z bezstronności zawsze, jeśli może zostać zrelatywizowane. Poleciałem skomplikowanym słownictwem…Chodzi o to, że jeśli w dowolnej sytuacji możesz powiedzieć, że na przykład zabicie kogoś nie było złe, to całe pojęcie morderstwa, jako czynu obiektywnie, bezstronnie złego traci rację bytu. Poprzez odpowiedni kontekst, idąc tym tropem, możemy uzasadnić lub usprawiedliwić każdy czyn, który powszechnie jest uznawany za „zły”. Oglądamy to, na co dzień. Zabicie Osamy Bin-Laden nigdy nie było komentowane, jako czyn zły. Niezależnie od tego, że większość cywilizacji zachodniej opiera swoje zasady moralne na chrześcijańskim dekalogu, w którym stoi jak byk „Nie zabijaj”. Tak samo z Saddamem Husajnem. Jeśli zabicie kogoś byłoby bezsprzecznie i absolutnie złe, to niezależnie od okoliczności czy kontekstu byłoby potępiane. Tak nie jest.

I można zrobić podobne ćwiczenie z innymi aktywnościami człowieka. Czy znajdziecie coś, co przy wniesieniu w dowolny kontekst pozostaje obiektywnie złym uczynkiem? Ja szczerze mówiąc mam z tym trudność i przy odpowiednim machrowaniu okolicznościami, nawet czyn pedofilski może nie być jednoznacznie zły. Serio. Wystarczy tylko zauważyć jedną rzecz. Żaden czyn w aktywności człowieka nie jest czynem oderwanym od reszty rzeczywistości. Zawsze obok czynu człowieka jest przynajmniej kilka innych rzeczy, które trzeba wziąć pod uwagę – okoliczności, motywy, stan psycho-fizyczny czy po prostu wiedza. Oczywiście w oderwaniu od rzeczywistości, jako czyste koncepcje, możemy takie czyny zakwalifikować, jako złe albo dobre. Zawsze jednak przy dołożeniu do nich kontekstu, te cechy się rozmywają a czasem wręcz znikają lub zmieniają bieguny.

Oczywiście nie pochwalam ani zabijania, ani pedofilii. Obydwa czyny uważam za „złe” (dlaczego w cudzysłowie? Wyjaśnię za chwilę) i uważam, że nie powinny mieć miejsca w relacjach międzyludzkich. Bez względu na okoliczności. Natomiast nie ulega wątpliwości, że traktowanie tych zdarzeń, czynów obiektywnie nie jest ani możliwe, ani sprawiedliwe. Właśnie ze względu na ich relatywizm.

Mikro-zło

Spójrz teraz na swoje życie. Na przykład ostatni rok. Czy zrobiłeś/zrobiłaś coś, co dla Ciebie było normalne, wręcz dobre, a ktoś uznał, że to było złe? Pewnie tak. Jak każdy z nas. I to jest normalne, bo jak wytłumaczyłem na poziomie makro” wartościowanie czynów jest dość głęboko relatywne. Natomiast na poziomie osobniczym dochodzi jeszcze coś. O ile na poziomie społeczeństwa część czynów na podstawie przyjęcia zwyczaju czy zasady staje się prawem, wyznacznikiem normalności, to na poziomie osoby może mieć to trwalszy, ale też bardziej inwazyjny i szkodliwy wymiar.

Kolejny wysiłek myślowy. Ile razy w ciągu ostatniego miesiąca, dwóch, czułeś/czułaś się źle z powodu czegoś, co zrobiłeś/zrobiłaś, mimo tego, że nikomu nie stała się krzywda? Pewnie się zdarzyło. Czyli doszło do tego, że mimo nie zrobiliście nic złego, nic niezgodnego z ogólnie przyjętymi zasadami prawa, nikomu nie stała się krzywda, wbiliście się w poczucie winy. I nie ważne czy to z przyczyn tradycji, presji społecznej czy religii.

Najprostszym przykładem takiego czynu może być masturbacja. Obiektywnie, jeśli zachowaliśmy wymagany poziom intymności – nikomu nie dzieje się z tego powodu krzywda, nikt nie ma tego powodu strat materialnych ani psychicznych, nie grozi nam w związku z tym żadna choroba. A mimo to część z Was będzie wbijała się z powodu masturbacji w poczucie winy i uzna, że to był zły uczynek. Otóż pod presją naszych grup społecznych wywarzamy w sobie swoistego policjanta wewnętrznego. I ja uważam, że to bardzo szkodliwe. Bo nie ma w życiu prywatnym rzeczy obiektywnie złych. Jeśli robisz cokolwiek i nie wyrządzasz tym nikomu fizycznej, materialnej albo psychicznej krzywdy, to nie jest to złe!

To trochę tak jakbyśmy sami nałożyli na siebie kaftan bezpieczeństwa, prewencyjnie, bo może to, co zrobię kogoś skrzywdzi. Jednak większość czynów, które obkładamy takim ciężarem wcale nie mają na celu, ani nawet nie ciągną za sobą konsekwencji cudzej krzywdy, Mimo to się powstrzymujemy, hamujemy, bo ktoś nam powiedział, że to złe, a w przypadku religii, że to grzech.

A skoro już jesteśmy przy grzechu.

Czym jest grzech? W moim odczuciu, grzech to koncept służący do kontroli zachowania. Taki otwarty paragraf w policyjnym aparacie religijnym. Każdy ma założoną teczkę podpisaną GRZECH i jak zrobimy coś, co jest niezgodne z wytycznymi kontrolerów to nasza teczka puchnie. Dodatkowo jeszcze poprzez koncepcję grzechu, dokładamy do czynów, które w poza religijnym kontekście nie są złe, piętno czynu najgorszego. I przykłady można mnożyć – bluźnierstwo, przeklinanie, nieczyste myśli itd. Czy te czynności niewciskane nikomu są złe same w sobie? Na pewno nie. Jednak poprzez akceptację koncepcji grzechu dla nas się takie stają.

I żeby była jasność – czasem wyrządzenie komuś krzywdy może zostać postrzeżone, jako złe. Czasem takie jest. Często jednak nie jest to naszym celem, albo w długofalowej konsekwencji jest to korzyść dla krzywdzącego. Dlatego bardzo ważne jest rozpoznanie kontekstu przez sądem. I radze zapamiętać jedną prawdę – jeśli kogoś oceniasz lub wyrażasz osąd, to zawsze najpierw wystawiasz sobie świadectwo. Nawet jak mówimy o innych, to przede wszystkim mówimy o sobie.

Konkluzja

Dlaczego zatem wziąłem ZŁO w cudzysłów? Bo moim zdaniem nie istnieją absolutne i obiektywne wartości zła i dobra. Wszystko jest relatywne. Każdy czyn może zostać umiejscowione na osi DOBRY<->ZŁY i prawie zawsze będzie gdzieś pomiędzy krańcami. Prawie nigdy na skraju. O ile dobrze jest mieć punkty odniesienia, granice i świadomość reguł, to, jeśli pozwolimy na ich zamrożenie, zamknięcie, jako wartości niezmiennych, to zaczynamy sami siebie zniewalać. Bo każdy z nas wie, co jest dla niego dobre, a co może być dla niego złe. Dobre rzeczy robimy, złych unikamy. Dziś. Jutro może być inaczej. I nic nie jest obiektywnie złe ani dobre. Może być społecznie lub środowiskowo postrzegane, jako złe, ale nie oznacza to, że takie jest.

Za chwilę pojawią się zarzuty, ze propagując relatywizm moralny, propaguję samowolkę i anarchię. Możecie tak myśleć, skoro dla Was brak narzuconych zasad by to spowodował – trochę mi Was z tego powodu żal. Wielu mądrych ludzi udowodniło, że postawa altruistyczna jest ewolucyjnie korzystna, że bycie prawdomównym i szczerym w większym stopniu daje szanse na długoterminowe powodzenie w walce o przetrwanie genów, że bycie dobrym i życzliwym dla swojego otoczenia sprzyja rozwojowi zarówno osobniczemu jak i grupowemu. I ze jak ktoś oszukuje, kłamie, kradnie i zabija, to raczej długo nie zagrzewa miejsca w społecznościach, czy to zwierzęcych czy to ludzkich.


Dlatego jeśli odrzucimy imperatyw narzuconych koncepcji dobra, zła, grzechu i spojrzymy na naszych najbliższych, rodziny, współpracowników i przyjaciół, można zdroworozsądkowo wywieść, że bardziej się opłaca być dobrym wobec wszystkich, dookoła bo sami na tym zyskujemy. I nie musimy narzucać sobie kajdanów, budować sztucznych ograniczeń czy hamować swój własny rozwój. Bądźmy po prostu dla siebie dobrymi ludźmi, pomagajmy sobie wzajemnie. I może to zabrzmieć górnolotnie – zamieńmy strach o to co możemy zrobić w miłość do tego co robimy. Świat stanie się lepszym i bardziej przyjaznym dla nas i wszystkich innych miejscem