sobota, 21 czerwca 2014

Zdrada w liczbach – fakty czy głupie PR?

Jakiś czas temu wpadłem na wyniki pewnych badań dotyczących niewierności małżeńskiej w odniesieniu do religijności. 

I dla niewierzących wyglądają one bardzo fajnie i pokazują, rzekomo, ciekawą zależność miedzy religijnością, a wiernością małżeńską. 

Jest w tym jednak zbyt dużo niewiadomych i pytań, na które nie znalazłem odpowiedzi, żeby traktować te badania wiarygodnie lub faktycznie cokolwiek znaczące.

Ale po kolei.

Otóż strona AshleyMadison przeprowadziła badanie na grupie 63, 000 użytkownikach serwisu (57% mężczyzn) badając ich skłonność do zdrady pod kątem przynależności/deklaracji religijnej. Wyniki prezentują się następująco:

Ewangelicy                            25.1%
Katolicy                                22.75%
Protestanci                            22.7%
Agnostycy                                  2%
Mormoni                                  1.6%
Muzułmanie                              1.5%
Żydzi                                        1.4%
Ateiści                                      1.4%
Świadkowie Jehowy                 0.5%
Hindusi                                     0.3%

Procenty to odsetek ludzi skłonnych do zdrady w zależności od deklaracji przynależności religijnej.

I już można by się cieszyć i wytykać palcami, że religie, które najczęściej krzyczą o moralności czy przestrzeganiu boskich przykazań są najbardziej niewierne swoim partnerom. I ja początkowo też wpadłem w taką euforię…ale trwała ona dość krótko, bo pojawiło się zbyt dużo pytań bez odpowiedzi.

Definicja niewierności

To pierwszy problem. Bo o ile w przypadku wyznań chrześcijańskich nie ma zbyt wielkiego problemu, to muzułmanie czy mormoni mają nieco inną definicję małżeństwa i przez to niewierność dla nich oznacza zupełnie coś innego. Jak dobrze wiemy muzułmanie i mormoni są poligamistami. Nawet, jeśli weźmiemy pod uwagę, że badani są mieszkańcami USA i funkcjonują zgodnie z obowiązującym prawem (poligamia jest zakazana w USA) to biorąc pod uwagę ich przekonania religijne, posiadanie „religijnej” drugiej czy trzeciej żony może być powszechne. Dlatego dla nich seks z inną kobieta niż z zaślubioną zgodnie z prawem żoną, zdradą czy niewiernością nie będzie.

Sytuacja może podobnie wyglądać w przypadku agnostyków i ateistów. Nie chce tutaj mówić, że ludzie niewierzący są rozwiąźli. Wskazuję jedynie, że ich definicja wierności, małżeństwa i zdrady może być diametralnie inna niż w przypadku ludzi religijnych.

I tego chyba w tym badaniu nikt nie wziął pod uwagę.

No i nikt nie podał jak dokładnie brzmiały pytania! To jest ważne przy rozsądnym czytaniu statystyk!

Liczby

Jak wyliczono te procenty? Nie jestem specjalistą od statystyki, ale chyba nie zrobiono tego zbyt dobrze.
Jak wiemy wyznania religijne nie rozkładają się równo w populacjach. Zatem odniesienie procentowe do całej grupy raczej nie oddaje prawidłowo tematu.

Jeśli założymy, że na 63 tysiące ludzi około 10% to ateiści, to procenty wskazujące na odsetek zdradzających w tej grupie powinniśmy odnosić do liczby ateistów, nie do całkowitej liczby wszystkich badanych.

Czyli wszystkie procenty nie muszą sumować się do stu.

Według raportu PewForum, rozkład wierzeń w USA (biorąc pod uwagę wyżej wymienione) wygląda następująco:


Nie wiemy, jaki rozkład wierzeń był w badaniu. Nie wiemy jak wyliczono powyższe procenty. I to prowadzi do kolejnego ważnego błędu zwianego z liczbami. Po prostu ich nie ma. Nigdzie. Nikt nie podał szczegółów badania. Powiedziano tylko ilu było uczestników, jak rozkładała się płeć i jaki przedział wiekowy dominował (mężczyźni 39, kobiety 34). Tyle.

Kontekst

Trzecia rzecz to kontekst badań. Bo chyba wszyscy wiedzą, że jeśli spytamy o spożycie alkoholu w knajpie i w domu, to ta sama osoba udzieli nam dwóch różnych odpowiedzi. Przeważnie.

Jaki mamy kontekst? Ashley Madison reklamuje się hasłem „Życie jest krótkie. Rozpocznij romans”. Chyba nikt nie zarzuci, że w tym przypadku kontekst nie miał znaczenia. Miał i to bardzo duże.

Dlatego to jest trzecia rzecz, która każe mi bardzo ostrożnie patrzeć na te liczby.

Konkluzja

Te badania to czysty PR. Nie można ich traktować poważnie ani miarodajnie. Są ciekawą anegdotą na spotkanie towarzyskie i może pomóc w podrywie dziewczyny z kółka różańcowego, ale nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością.

Jak kogoś interesują dane dotyczące religijności w Stanach Zjednoczonych to polecam pełny raport U.S Religious Landscape Survey. Bardzo ciekawa lektura J

Zatem uważajcie na takiej tabelki, statystyki i inne zabiegi aspirując
Dopóki nie sprawdzicie ich zasadności, poprawności i źródeł, raczej nie wyciągajcie na podstawie artykułu w Internecie wniosków.
e do przekazywania prawdy.

Na temat podobnych tabelek, chociażby w naszych tabloidach, można by napisać prace dyplomową.
Nie tylko jak bardzo są głupie, ale też jak ludzie łatwowiernie je przyjmują, jako prawdę…

Bawcie się dobrze w te sobotnie popołudnie. Ja wracam do oglądania „Pen & Teller: BULLSHIT!” J


Amen!