środa, 17 września 2014

Prawo do życia, prawem do śmierci

W końcu znalazłem impuls do napisania na temat eutanazji. Nosze się z tym od kilku miesięcy. Nie jest to temat łatwy i prosty. Najpierw jednak przedstawię Wam, co mnie skłoniło do pojęcia tego akurat teraz.

Wczoraj na stornie firsttoknow.com pojawił się artykuł traktujący o eutanazji na życzenie. Sprawa dotyczy mordercy i gwałciciela Franka Van Den Bleekena. W 1980 roku został skazany za dożywotnie więzienie za wielokrotne gwałty i gwałty z morderstwem. Zgodnie z tym, co sam mówił – nie jest w stanie kontrolować swoich chorych seksualnych potrzeb i doprowadzają go one do „nieznośnego psychologicznego cierpienia”.
W 2011 roku poprosił o eutanazję, ale dostał decyzję odmowną od belgijskiej Federalnej Komisji Eutanazji. W tym roku, sąd w końcu przyznał mu prawo do tego zabiegu.

Oczywiście rodziny ofiar są oburzone i nie rozumieją jak można udzielić mu takiej „łaski”. „Niech zgnije w więzieniu”.

Tyle artykuł.

Co ja na to?

Muszę postawić tutaj swoje spojrzenie na problem eutanazji w ogóle. I od tego zacznę.

Już sam podtytuł wiele Wam mówi o mojej postawie. Uważam, że każdy ma prawo do dysponowania swoim życiem. Uważam też, że jeśli wszelka pomoc medyczna, psychologiczna czy psychiatryczna, nie jest w stanie odwieść kogoś od decyzji o pozbawieniu samego siebie życia, nikt nie powinien sobie przypisywać prawa do decydowania o tym czy taki ktoś ma żyć czy nie. To jest indywidualna decyzja tej osoby. I powinno być to niezbywalnym prawem każdego z nas.

Musimy rozważyć kilka opcji, gdzie sytuacja nieco się komplikuje i nawet zagwarantowanie takiego prawa nie rozwiązuje problemu.

W pierwszej kolejności mamy osoby chore, które nie mogą podjąć takiej decyzji samodzielnie. I sytuacja dodatkowo może się komplikować, gdy nie mamy żadnego oświadczenia woli w tym zakresie. Wtedy decyzje o zakończeniu życia podejmuje rodzina lub lekarz. Nie są to łatwe decyzje, ale nie mamy za specjalnego problemu z takimi scenariuszami. Prawie nikt nie nazywa eutanazją dołączenie pacjenta od aparatury podtrzymującej. Eutanazję raczej łączymy z decyzją o zakończeniu życia.

Jeśli o eutanazję prosi osoba dorosła, w pełni praw, świadoma, która pomimo wysiłków lekarzy, nie ma szans na wyzdrowienie i jej decyzja nie jest wynikiem zaburzenia lub choroby psychicznej – nie widzę podstaw do odmowy dokonania takiego zabiegu. Zwłaszcza, jeśli dalsze życie oznacza ciągłe cierpienie bez szans na wyzdrowienie.

Problem pojawia się w przypadku, gdy osobą prosząca o skrócenie życia jest nieletni. Ale tutaj decyzja powinna się opierać na diagnozie psychologicznej i wsparciu rodziny. Każda wątpliwość w kwestii dokonania takiego zabiegu powinna być przesłanką przeciwko jego wykonaniu. Jeśli natomiast dziecko czy nastolatek nie ma szans na wyjście z choroby, która powoduje nieznośny i ciągły ból – nie uważam, że mamy prawo do odmawiania eutanazji ze względu na ból i smutek rodziny.

Jest jeszcze jedna kwestia. Eutanazja nie jest samobójstwem w asyście lekarza. To nadużycie. Możecie do definiować różnie, ale dla mnie eutanazja jest w takim samym stopniu samobójstwem jak nieumyślne spowodowanie wypadku z ofiara śmiertelną jest morderstwem. Widzicie różnicę?

Zatem tak. Popieram prawo do eutanazji. Musi to jednak być regulowane, podlegające, tak jak na zachodzie, komisjom specjalistów z wielu dziedzin nauk medycznych. Legalna eutanazja musi być regulowana. Nie państwowo, ale zawodowo – przez specjalistów, nie przez polityków.

Bo zastanówcie się, czy osoba zdiagnozowana, jako chora na nieuleczalną chorobę, nie mają eutanazji, jako ostatniego środka, będzie walczyła do końca w sytuacji depresji czy ogromnego bólu? Zakładam, bo nie szukałem jeszcze żadnych danych (na pewno to zrobię), że po wprowadzeniu legalnej eutanazji ilość samobójstw wśród nieuleczalnie chorych znacznie spadła. I nie wszystkie przypadki kończą się eutanazją. Czasem fakt, że ma się do tego pełne prawo w takich okolicznościach powoduje, że ludzie jednak walczą, dają czas na postawienie drugiej, trzeciej, piątej diagnozy. Poddają się badaniom nie tylko medycznym, ale też psychicznym, psychologicznym. I prawo do eutanazji daje im też pewien spokój, komfort umierania, który nie jest bez wpływu na ich rodziny i najbliższych. Bo jednak dla rodzin ważne jest jak ktoś umiera, zwłaszcza jak jest to nieuniknione.

Ale to domniemania i jak tylko dotrę do jakiś danych to uzupełnię temat J

Co do kwestii w artykule.

Moim zdaniem ten człowiek, po odsiedzeniu 34 lat w więzieniu, wystąpił o skrócenie jego życia. Wykazuje świadomą decyzje o tym, że nie jest w stanie żyć ze swoimi żądzami. Niszczy go to wewnętrznie. I prosi o łaskę, o swoje prawo do śmierci. Z mojego punktu widzenia, jeśli by mu tej łaski nie udzielono – popełniłby samobójstwo. Wtedy obwinione byłyby służby więzienne.

Zachowanie rodzin jest w moim odczuciu zrozumiałe, ale nie logiczne. Dlaczego uważają oni, że ten zbrodniarz powinien nadal siedzieć w więzieniu? Czy oprócz ich dziwnej potrzeby, nie wiem, zemsty, coś da, że ten człowiek będzie siedział w więzieniu? W moim odczuciu nie da nic. Ten człowiek i tak dla społeczeństwa jest technicznie martwy i zostanie takim do końca swoich dni. A że woli umrzeć niż żyć ze swoimi demonami…to jest chyba jedno z praw, których nie powinniśmy nikomu odmawiać.

Zatem, w moim odczuciu, prawo do życia powinno być pakietowane z prawem do śmierci. Nie widzę żadnych racjonalnych przesłanek przeciwko eutanazji w profesjonalnie, medycznie uzasadnionych przypadkach. 

Oczywiście pozostaje debata wokół prawa do eutanazji nieletnich, czy kwestii, jakich dotyka artykuł o tym mordercy.

Widzę, że na tym nie zamknę tematu. Muszę jeszcze poruszyć kwestie moralne i religijne związane z debatą nad problemem eutanazji. Ale to na inny wpis…niebawem…