środa, 24 grudnia 2014

Wigilijna przemowa Terlika...dał głos...

Podobno zwierzęta przemawiają w Wigilię i zapewne miałyby sporo do powiedzenia. Zwłaszcza ultra-katolikowi Tomaszowi Terlikowskiemu. Bo nie może być tak, żeby jakiś tydzień, ba!, dzień minął bez atrakcji od tego asa intelektu.

Artykuł ukazał się w dodatku do „Rzeczpospolitej”, „Plus minus”, ja jednak korzystam z jego abstraktu na stronie TokFM.pl

To, co? Pojedziemy po Terliku? Wiem, że tego chcecie. J


"Zwierzęta, które osobami nie są i nie mogą być podmiotami moralnymi, praw nie mają"

Zwierzęta może nie mogą być podmiotami moralnymi, ale są istotami, poprzez które, takie osoby jak Terlikowski, pokazują jak sami traktują moralność. Bo niewyrządzanie intencjonalnej krzywdy innym istotom jest objawem moralności. Czy ktoś tego chce, czy nie. To jak traktujesz zwierzęta świadczy o Tobie. Jeśli odmawiasz im praw, ze względu na bycie „osobami”, to sam pokazujesz jak wybiórcze są Twoje standardy.
Poza tym – od kiedy ilość posiadanych praw decyduje o moralności zachowań wobec kogokolwiek? Czy wobec człowieka pozbawionego praw obywatelskich, publicznych i innych obowiązuje inny standard moralny?
I najważniejsze – w którym momencie człowiek staje się osobą podlegającą Terlikowej moralności. I co za tym idzie – co świadczy, jakie są przesłanki do uznania kogoś za „osobę”?


(…) szczególne miejsce człowieka w planie bożym i jego wyższość nad zwierzętami", "pomysł, by uznać, że zwierzęta są równe człowiekowi czy że posiadają one prawa, które człowiek powinien respektować, jest nie do zaakceptowania przez chrześcijanina"

Zwierzęta maja prawa, bo człowiek w swojej postawie wobec natury je ustanowił. Zwierzęta są przedmiotem praw i to jest fakt. Jednak Terlikowski, zasłaniając się swoją religią, chce móc znęcać się nad zwierzętami, traktować je jak podległe człowiekowi i nie ponosić za to moralnej odpowiedzialności. Proponuję Tomaszowi wizytę w dżungli i próbę wytłumaczenia „boskiej” wyższości człowieka nad zwierzęciem, na przykład głodnemu tygrysowi. Albo jeszcze lepiej – niech pojedzie nad ocean i pogada z rekinami.


"Czy ciągłe mówienie o prawach zwierząt nie jest próbą zakamuflowania smutnej prawdy, że przestaliśmy cenić prawa człowieka?"

Jakoś specjalnie chrześcijaństwo i kościół katolicki nie ma problemu z naruszaniem praw człowieka. Odmowa prawa do decydowania o własnym ciele, wolności wyznania i sumienia. Wybielanie postawy wybiórczego traktowania praw człowieka poprzez przerzucenie winy na prawa zwierząt jest sprytnym zabiegiem. Ale nie działa! Bo prawa zwierząt nie są sprzeczne, ani nie zagrażają prawom człowieka…prawa religijne – jak najbardziej! I może zamiast dyskutować o fałszywej dychotomii, którą stawia Terlik (prawa zwierząt versus prawa człowieka), warto pogadać o prawdziwym zagrożeniu dla praw człowieka. Czyli o prawach religijnych, teokratycznych i obwiniętych w koncepcje Boga ideologii totalitarnych.



To religie i ich „prawa” są zagrożeniem dla praw człowieka. Nie prawa zwierząt. Oczywiście Terlik i jego poplecznicy tego nie zrozumieją, skoro chcą w imię religijnych zabobonów męczyć bezkarnie zwierzęta. To jest postawa godna psychopatów…do których poprzez takie wypowiedzi, niebezpiecznie się zbliżają.