sobota, 17 maja 2014

Fundamentalizm islamski – moim okiem

Jestem ateistą i mógłbym o sobie dodatkowo powiedzieć, że jestem antyreligijny. To znaczy w zdecydowany sposób definiuję każdą religię, jako szkodliwą dla człowieka, cywilizacji i postępu. W pojęcie antyreligijności możecie wrzucić antyklerykalizm (sprzeciw wobec instytucji religijnych), antyteizm (sprzeciw wobec wiary w Boga, chociaż tutaj bym do odnosił do publicznej sfery, nie do osobistej) i zdecydowaną postawę zajadłej walki z wpływaniem doktryn religijnych na politykę państwową. I odnosi się to do każdej religii, więc można powiedzieć, że w tym zakresie jestem za równością. Wszystkich po równo. Oczywiście zdaję sobie sprawę z różnic miedzy religiami, staram się je poznać i zbadać, żeby nie pluć nie znając celu.

To tytułem wstępu.

Zapewne część z Was wie lub czytało moją „Szkółkę niedzielną” gdzie czytam sobie publicznie Koran i go komentuję. To samo robię z Biblią i tylko ze względu na brak czasu nie robię tego ze świętymi księgami innych religii, ale i na nie przyjdzie pora.

Wypełniłem dziś bardzo ciekawą i moim zdaniem ważną ankietę na temat fundamentalizmu islamskiego i chciałbym przy tej okazji, a może pchnięty przez tę ankietę, wyłuszczyć moją postawę wobec tego problemu. Nie będę pisał o dogmatach i wierzeniach tylko o tym jak Islam wpływa lub chce wpływać na politykę, kulturę i całe społeczeństwa. I dlaczego mam z tym problem.


Czym dla mnie jest Islam? Jak się przejawia jego fundamentalizm?


Islam, jako jedna z wielkich religii jest tworem specyficznym. W ujęciu wyznawców Mahometa nie ma rozdzielenia tego, co boskie od tego, co ludzkie. Wszyscy podlegają Allahowi i powinni żyć zgodnie z jego wolą. Oczywiście zgodnie z wykładnią Koranu i Hadisów.

Podstawowym zagadnieniem w analizie politycznego celu muzułmanów jest zrozumienie, w jaki sposób oni widzą świat. Otóż świat jest podzielony na dwie części:

Świat Pokoju – czyli części świata gdzie Islam jest religią państwową i prawem jest szariat, oraz;
Świat Wojny – czyli cała reszta, gdzie powyższe warunki nie są spełnione.

Islam jest religią polityczną i jej celem nadrzędnym (podobnie z resztą jak innych religii) jest światowa dominacja. O ile w przypadku chrześcijan ta dominacja ma przeważnie wymiar duchowy, (z wyjątkiem katolicyzmu, który jest ewidentnie także polityczny ale w nieco innym wymiarze), Islam nie rozgranicza w ogóle sfery polityki od sfery wiary. Dla muzułmanina krzewienie wiary albo idzie w parze z dominacją polityczną, społeczną i kulturową, albo jest nie pełna.

Gdy zrozumiemy, że ten podział świata jest dla każdego muzułmanina podstawą aktywności, to musimy dołożyć do tego jeszcze dwie kwestie. Otóż:

Niedopuszczalne są osobiste interpretacje Koranu – każdy, kto interpretuje Koran nie jest muzułmaninem. Ta doktryna ma szczególne znaczenie, gdy mamy do czynienia z tak zwanymi „umiarkowanymi” muzułmanami. Koran nie pozwala na wybieranie sobie sprzecznych zapisów i usprawiedliwianie nim czegokolwiek. Sam Koran wskazuje, że jeśli jakiś wers przeczy innemu, to ten późniejszy jest prawdą. Tak się składa, że Koran powstawał w dwóch okresach, zwanych Medyńskim i mekkańskim, czyli w czasach, gdy Islam dopiero powstawał w Medynie i był małą sektą, a później w wyniku militarnych podbojów stał się silną religią w Mekkce. Wtedy też Mahomet rewiduje większość sowich poglądów na rzecz bardziej ekstremalnych i pełnych przemocy. I jeszcze jedno. Koran jest sztucznie i celowo zmanipulowany. Ktoś celowo pomieszał sury w Koranie układając je według długości. Zaburzając w ten sposób chronologię, ukryto prawdziwe intencje Islamu.

Nie ma czegoś takiego jak „umiarkowany muzułmanin”! Obejrzyjcie filmik:


Muzułmanin musi kłamać i oszukiwać niewiernych, jeśli oznacza to długofalowy zysk dla celów politycznych i religijnych Islamu – to tak zwana takija i wynikające z niej taktyki ekspansji islamistów. Takija to taktyka kłamstwa w Islamie. Wykorzystywana głównie, jako narzędzie do indoktrynacji i nawracania ludzi na islam. Ciekawe jest, że muzułmanie, zgodnie z takiją mogą kłamać odnośnie tego, w co wierzą i jakie są ich religijne cele. Zatem muzułmanin może CI powiedzieć wszystko, żeby tylko osiągnąć cel. Tym celem jest globalny kalifat. Muzułmanin, gdyby chciał powiedzieć Ci prawdę to musiałby powiedzieć coś takiego: „Możecie nawrócić się na islam, lub żyć pod naszym panowaniem, jako podludzie. Ale jak będziecie stawiać opór, to was zabijemy.”. Nigdy jednak nie usłyszysz czegoś takiego od muzułmanina. Bo pomimo tego, że Koran generalnie zabrania islamistom kłamać, to pozwala albo nawet zachęca ich do podstępu i oszustwa w odniesieniu do niewiernych (dokładnie pozwala na kłamstwo w czasie wojny, a wszyscy niewierni są w stanie wojny z islamem przez sam fakt ich niewiary).

Biorąc pod uwagę te trzy rzeczy – sztywny podział świata według islamistów, dosłowność i zakaz interpretacji Koranu, oraz doktrynalny nakaz posługiwania się oszustwem i kłamstwem w wojnie ze światem niewiernych – dostajemy fundament, który nie wygląda na „umiarkowany”. Zwłaszcza, że jak pisałem wcześniej – celem Islamu jest światowa dominacja i globalny kalifat, czyli jedno muzułmańskie super-państwo z prawem szariatu, jako obowiązującym wszystkich ludzi.

O szariacie należałoby napisać osobny tekst, ale wspomnę tylko o najbardziej złowrogich elementach:

Kobiety stoją niżej od mężczyzn, a w określonych przypadkach nawet niżej od zwierząt.
Niewierni muszą płacić podatek jeśli chcą żyć. Nie mają żadnych praw, nie mogą praktykować swojej religii pod karą śmierci.
Apostazja – śmierć
Bluźnierstwo – śmierć
Cudzołóstwo – śmierć. Przynajmniej dla kobiet, facet ma lepiej…

Można zapewne znaleźć jakieś dobre zasady w szariacie, ale nie ma ich zbyt wiele i nie przysłaniają grozy tych, które odnoszą się do kobiet, niewiernych i wolności przekonań czy wypowiedzi.

Podsumowując tę część:

Każdy dobry muzułmanin musi dążyć do stworzenia globalnego kalifatu pod prawem szariatu. W tym celu może użyć wszystkich środków – od oszustwa i kłamstwa po przemoc fizyczną i morderstwo, żeby osiągnąć cel. „Umiarkowani” muzułmanie są elementem taktyki zdobywania politycznych wpływów Islamu w kulturze zachodu. Islam jest religią polityczną i nie ma w niej rozdzielenia na sferę duchową/wiary i praktyczną/polityki.


Czy jest się, czego obawiać?


W moim odczuciu – TAK. Obserwując to, co się dzieje na zachodzie Europy musimy czuć się zaniepokojeni. Polska póki, co nie jest na celowniku i bezpośredni nie stanowi obiektu zmasowanych akcji muzułmańskich, ale nie należy zasypiać w tej kwestii. Jesteśmy dla muzułmanów częścią świata wojny i jako taki musimy przejść do świata pokoju. Czyli pod kalifat. Prędzej czy później zostaną podjęte próby takiej akcji, o ile nie zostały już zapoczątkowane.

Czy jest sposób, żeby temu zapobiegać?


Oczywiście, że jest. I wbrew temu, co sądzi w Polsce większość ludzi, linią obrony nie może być religia katolicka. Już tłumaczę, dlaczego.

Jeśli przyjmiemy, że katolicyzm nas obroni przez islamizacją, to musimy nadać tej religii specjalne przywileje w tym celu. W ten sposób albo nie utrzymamy statusu państwa demokratycznego, albo utorujemy drogę do bezpośredniego wejścia islamistów w politykę. Jeśli nadamy w systemie demokratycznym dodatkowe przywileje jednej religii, to inne upomną się o swoje przywileje i umożliwi to między innymi muzułmanom wejście w polską politykę. Jeśli oddamy władze kościołowi, to popełnimy demokratyczne samobójstwo i zamienimy niewolę islamską w niewolę katolicką. Tylko całkowite wyeliminowanie wpływu religii na politykę państwową i władzę może uchronić Polskę przed utratą wolności jej obywateli. Ani katolicyzm, ani tym bardziej islam, nie są gwarantami indywidualnej wolności jednostek w kraju.

A co robić z wylanym mlekiem?


Jak już mamy na swoim terytorium muzułmanów to musimy podjąć kilka kroków, aby nie dopuścić do ich ekspansji. I ja kilka takich kroków wymyśliłem.


  1. Muzułmanie, ani żadna inna religia nie mogą w żadnym zakresie stać poza czy ponad prawem kraju. Jeśli dochodzi do uznania jakiejś grupy za mniejszościową, wyznaniową czy jakąkolwiek inną, to nie powinny z tego tytułu wynikać żadne przywileje. Dziś mamy przywileje grup wyznaniowych i one powinny zniknąć. Grupie wyznaniowej, poza prawem do zachowania tożsamości i powiedzeniem „tak, wiemy i zauważamy waszą inność” nie powinny się należeć żadne benefity. Plus, jeśli jakikolwiek składnik tożsamościowy stoi w sprzeczności z prawem kraju, w którym taka grupa chce zamieszkiwać – nie może on zostać rozpoznana przez państwo, jako uprawniona do odrębnej tożsamości i w ten sposób traktowana przez władzę dopóki nie zagwarantuje przestrzegania prawa. Czyli jeśli Twoja tożsamość nie stoi w sprzeczności z prawem naszego kraju, zapraszamy i rozpoznajemy twoją inność, będziemy ją tolerować i szanować. Jeśli natomiast Twoja tożsamość wymaga łamania prawa, nawet w najmniejszym stopniu, to państwo nie powinno rozpoznawać takiej grupy, jako mniejszościowej.
  2. Wszyscy obywatele danego kraju, niezależnie od tego czy należą do grupy religijnej czy mniejszościowej podlegają tym samy przepisom prawa. Bez wyjątków. Jeśli w Polsce jest obowiązek nauki do 18 roku życia, to Twoja kultura czy religia nie może usprawiedliwiać naruszenia tego przepisu. I szkoły muszą być w 100% świeckie. Jedynie w ten sposób można wpłynąć i pokazać, na przykład, dzieciom muzułmańskim, że nie ma nic złego w traktowaniu koleżanek z szacunkiem, że z współfunkcjonowania różnych ludzi w przestrzeni społecznej są korzyści, że uniwersalizm religijny nie służy rozwojowi. Jeśli poprzez wczesną edukację pokażemy dzieciom, że nauka i technika służą człowiekowi, a nie są narzędziem szatana, jeśli pokażemy im, że to wszystko, co piętnuje ich religia jest kwestią wyboru, nie przymusu, to jest szansa na łagodne i nie inwazyjne odcięcie ich od szkodliwych wpływów religii, która jest im wciskana na siłę przez rodziców. To z resztą dotyczy także katolików nękających swoje dzieci koncepcją grzechu i piekła.
  3. Musimy docierać do miękkiego podbrzusza islamu. Tym miękkim podbrzuszem są kobiety. Należy do nich docierać z ofertami kulturowymi, pokazywać im, że życie poza religijnymi dogmatami może być piękne, dobre i nawet duchowo wzbogacające. W ten sposób wpłyniemy także na dzieci. Mógłby to ktoś uznać za ingerencję w prywatność czy narzucanie światopoglądu osobom tego sobie nieżyczącym. Rozumiem to. Ale wyciągnięcie ręki i zapewnienie o realnej ochrony prawnej w przypadku przemocy na tle religijnym wobec takich kobiet może zdziałać wiele. Bo właśnie obawa przed zemstą fanatycznego męża czy rodziny jest często powodem, dla których te kobiety pozostają w izolacji i niewolniczym trybie „matki-dziwki”.

Można, zatem na bieżąco tłumić taktyki ekspansji jakiejkolwiek religii poprzez miękkie działania polityczne i społeczne. Wystarczy zabrać przywileje grupom wyznaniowym i mniejszościowym, edukować wszystkich na równi i dbać o podstawowe prawa wszystkich, ze szczególnym zwróceniem uwagi na prawa kobiet, które mogą być religijnie uciskane. W ogóle chyba najważniejsze w tym wszystkim są nadal przez polską prawicę bagatelizowane prawa kobiet.

Katolicyzm nie jest alternatywą dla islamizacji, jedyną alternatywa, prawdziwą i uprawnioną jest świeckie państwo z religiami funkcjonującymi bez przywilejów i poza jakimkolwiek wpływem na sprawy państwowe.

Jutro zapraszam na kolejną odsłonę „Szkółki Niedzielnej” gdzie odczytuje publicznie Koran.

Tymczasem!