czwartek, 14 sierpnia 2014

Uwierz w kreacjonizm – część siódma

Jedziemy!

8. Idealne dostrojenie praw fizyki
9. Nagłe pojawienie się skamielin w zapisie kopalnym
10. Ludzka świadomość
11. Ludzki język
12. Reprodukcja seksualna
13. Biblijny świadek






Część siódma – Idealne dostrojenie Ziemi do życia

Argument - Kilkanaście parametrów jest „poprawnych” by życie istniało na tej planecie. Na przykład, jeśli Ziemia byłaby odrobinę bliżej słońca, byłaby zbyt gorąca i woda w ocenach by wygotowała się, jeśli Ziemia byłaby dalej, pokryta byłaby lodem. Orbita Ziemi (zapewniającą stałą temperaturę), obroty ziemi (by zapewnić dzień i noc nie za długie i nie za krótkie), nachylenie osi (zapewniające pory roku) i obecność księżyca (powodujący pływy oczyszczające oceany) są tylko kilkoma z wielu przykładów.
Obecność dużych ilości wody z jej specjalnymi właściwościami także jest wymagana. Woda jest rzadkim związkiem, który jest lżejszy w stanie stałym niż w ciekłym. To pozwala zbiornikom wodnym zamarzać na powierzchni pozwalając życiu pod nim przetrwać. Inaczej woda zamarzałaby od dna i stawałaby się lodem. Woda jest też uniwersalnym rozpuszczalnikiem, pozwalającym rozpuszczać/mieszać się z wieloma związkami chemicznymi tworzącymi życie. Nasze ciała są w 75-85% złożone z wody.

Pierwsza rzecz, na jaką chcę zwrócić uwagę, to ogólny i niewyobrażalny antropocentryzm tego argumentu. Wszystko w nim kręci się wokół człowieka. Olewamy fakt, że niezależnie od tego czy istniejemy czy nie, prawa fizyki byłyby identyczne. Nie byłoby, komu ich zaobserwować czy opisać, ale by działały. Oczywiście możemy wysuwać hipotezy odnośnie subiektywności postrzegania rzeczywistości, ale nie jest to przedmiotem naszego rozważania. Prawa fizyki działają niezależnie od człowieka. I to jest fakt. Odwracanie wagi tego faktu jest błędem.

Teraz przejdźmy do samego argumentu.

Najpierw zastanówmy się czy rzeczywiście Ziemia jest tak „przyjazna” życiu (w sensie życia ludzi). Tylko jedna ósma powierzchni Ziemi nadaje się do zamieszkania przez ludzi! Trzy czwarte to morza i oceany, połowa to albo pustynia (14%), albo wysokie góry (27%) lub inny nienadający się do zamieszkiwania obszar. Więc 1/8 to chyba nie aż tak dobrze przygotowany teren, jak na planetę „stworzoną” dla ludzi.

Druga kwestia to poruszana ekosfera („strefa Złotowłosej” – od bajki o trzech misiach), czyli odległość od gwiazdy centralnej, która gwarantuje warunki sprzyjające powstaniu życia.

Żeby zrozumieć, o jakim zakresie odległości mówimy, musimy najpierw wprowadzić jedną miarę. Mianowicie jednostkę astronomiczną (AU). Jednostka astronomiczna to odległość Ziemi od Słońca. Jeden AU wynosi 150 milionów kilometrów – taka odległość dzieli nas od naszej gwiazdy.

Po co to nam?

Bo naukowcy szacują, że ekosfera przy gwieździe naszej wielkości mieści się między 0,725 a 3 AU!  To jest oczywiście wynik ogólny i jest doprecyzowywany w ramach tych odległości w zależności od zmiennych wziętych pod uwagę w szacunkach. Do ogólnych warunków/zmiennych zalicza się:


  • prawidłową temperaturę atmosfery – między -70 a +80 stopni Celsjusza, 
  • obecność wody ciekłej (H2O)
  • niezwiązanego tlenu (O2). 


Naukowcy rozszerzają jeszcze te warunki o osłonę atmosferyczną, ale nie jest to kluczowe, ponieważ nie ma wpływu na organizmy żyjące pod powierzchnią gruntu i przystosowane do promieniowania. Dodatkowo weźmy pod uwagę, że nawet na Ziemi występują bakterie beztlenowe, dla których tlen jest wręcz toksyczny.

Zatem nawet, jeśli mówimy o setnych częściach AU to, gdy kreacjoniści mówią o „kilku metrach” (a takie wypowiedzi słyszałem i czytałem) to mylą się o, kilkanaście rzędów wielkości. Przesunięcie Ziemi w przestrzeni kosmicznej o kilka metrów, czy nawet kilometrów, mogłoby mieć wpływ na ekosystem Ziemi, ale z całą pewnością nie krytyczny dla istnienia życia.

Księżyc, nachylenie osi Ziemi i jej obroty sprzyjają powstaniu życia na naszej planecie – to fakt. Ale nie znaczy to, że istnieją one po to, żebyśmy mogli żyć. Jest odwrotnie! To my możemy żyć na tej planecie, bo ma to miejsce.

Zwróćmy jeszcze uwagę na jeden drobny szczegół z argumentu. Pływy morskie mają niebagatelny wpływ na ruch obrotowy Ziemi, spowalnia go wydłużając dobę - jak to sie ma do tezy, że dni są "wyregulowane" pod nas.

Ponadto na pływy wpływ ma także grawitacja słońca, nie tylko księżyca, o czym autor argumentu zapomniał.

I uwaga w nawiasie o oczyszczaniu się dzięki pływom wody, …jeśli wymieszanie się wód można nazwać oczyszczaniem się ich – to zgoda…


Woda. Temat rzeka J


Po pierwsze – woda nie występuje wyłącznie na Ziemi. Mamy bezpośrednie dowody jej występowania w różnych formach na Marsie, Księżycu i na księżycach Jowisza. Więc nawet w naszym Układzie Słonecznym nie jest aż tak rzadka jak sugerowałby argument.

Po drugie – woda w stanie zakrzepłym (lód) nie zmienia swojej masy, tylko objętość. Oczywiście z lekcji fizyki wiemy, że ciężar i masa to dwie różne wartości.
Ciężar to wypadkowa siły, z jaką Ziemia przyciąga dany obiekt. Masa to ilość materii obiektu fizycznego.
Jeśli mówimy o kilogramach, to mówimy o MASIE. Ciężar wyraża się w niutonach.

Zatem jeśli chcemy rozprawić się z argumentem, że woda jest lżejsza, jako lód i dlatego zamarza od góry, to raczej mówimy o masie niż o ciężarze. A to jest coś innego niż objętość, która wpływa na ten proces. Jeśli mamy do czynienia z taką samą ilością (masą) wody i zmienia ona objętość, to możemy mówić o zmianie gęstości wody (lód ma o około 10% mniejszą gęstość).

Dlatego lód tworzy się na powierzchni wody, nie od dna – nie, dlatego, że jest „lżejszy”.

I znowu – żyjemy, bo woda ma takie właściwości. Nie - woda ma takie właściwości, żebyśmy mogli żyć!


Ostatnie dwa zdania są poprawne i nie zawierają błędów. Są tylko bardzo ogólnie sformułowane.


To, co zrobiono w tym argumencie to typowe odwrócenie związku przyczynowo skutkowego, tak, aby pasował do założonej tezy. Pewnie się z tym jeszcze spotkamy w argumentach kreacjonistycznych…


Do następnego!